819

Marcin Kuflowski relacjonuje z Chin

Pierwszy dzień (po)

Hanna Ciuńczyk Anna Zaręba Joasia Zalewska Sophia Bałdysz Dominika Ocylok Joanna Kokot - jesteście WIELKIE! Brawa za już i wytrzymajcie! Gratulacje też dla Piotr Dybicz, Zuzanna Moszczyńska i Rafał Marks. Więcej pisać nie trzeba :-)

Brawa dla juniorów za walkę z Singapurem, brakło niewiele, został mecz o brąz. Liczymy, że tu się powiedzie!

A my już w kraju, w końcówce 30-godzinnej podróży, po wielu dniach doświadczanej na każdym niemal kroku chińskiej uprzejmości, od razu spotkaliśmy się z polską "uprzejmością". Pozdrawiamy kierownika składu PKP Warszawa - Kraków :-)

A po powrocie z Chin dwie fajne sytuacje. W Stasikówce, gdzie zaczął się kolejny obóz brydżowy, nieprawdopodobna rzecz się wydarzyła. 7-letni Julek nagrał blisko 65% w turnieju otwarcia, zajmując 3 miejsce na 32 pary. Ale jeśli rodzice mają imiona Mikołaj i Joanna, a na nazwisko Taczewski, to dziwimy się już trochę mniej! :-)

Dziś rano Justyna Żmuda i Katarzyna Dufrat - świetny występ w Pytaniu na Śniadanie TVPi2, udowadniając, że da się zareklamować brydża sportowego. Brawo, Dziewczyny! Oby te wymienione na początku mojego wpisu poszły w Wasze ślady i po 6 latach Polki przywiozły złoto DMŚ z chińskiej ziemi!

Dzień przedostatni (dla młodzików)

Wreszcie bardzo przyzwoita gra. 20 meczów bez wysokiego zwycięstwa na drużynę inną niż Botswana czy Indie, a tu sypnęło jak z rogu obfitości. Z Grecją bardzo wysoko i gdyby nie słabe umiejętności jednego z rywali i błędna (acz skuteczna!) rozgrywka - byłoby "bez reszty", a tak wzięliśmy 17,5 VP. Indie - dość łatwo, choć też nie było pełnej taryfy, bo nie trafiliśmy dwóch rozdań w strefie szlemowej (jedno popsuliśmy, uczciwie trzeba przyznać). Tyle, że te Indie wcześniej niemal do zera oprawiły Anglików, którzy nas... Dobrze, nie będę się katował :-) Z Duńczykami, którzy nam nie leżą, mecz wręcz perfekcyjny i wygrana 16:4. Wreszcie na koniec niemal remis (choć w rzeczywistości -2 imp) w meczu przyjaźni z Niemcami, którzy w komplecie ostatni raz zagrali na imprezie mistrzowskiej w kategorii U-15. Wszyscy są z rocznika 2003. Zacieramy nieco złe wrażenia i jeszcze bardziej utwierdzamy się w przekonaniu, że naprawdę mogliśmy więcej! Ale, ale - zgodnie z obietnicą ciężkiej pracy, trójka zawodników prosto z lotniska niemalże wyjeżdża na kolejny 10-dniowy obóz. Tak, brydżowy! Niesamowity hart ducha, zwłaszcza, że przez pierwsze dni będą odpowiadać kolegom na pytania "ale jak?!". Mam nadzieję, że więcej będzie przy tym serdecznego (u)śmiechu niż kopania leżącego :-) Właściwie, to jestem o to spokojny!

Dziś wielki dzień dla naszych Girls, Youngsters i Juniors. Trzymamy kciuki i liczymy, że wszystko rozstrzygnie się na naszą korzyść już po 3 z 4 segmentów, bo potem my na lotnisko i w drogę do Ojczyzny! Przybijając piątki naszym, poprosiliśmy grzecznie, by się zlitowali i prowadzili 35+ przed ostatnimi ćwiartkami :-) Turczynki, Włosi (u20) i Amerykanie 2 (u25) - są na pewno do pokonania!

Do boju! I do ...jutra!

Dzień kolejny

Dzień kolejny, bo już trudno cokolwiek liczyć. Niestety wczoraj straciliśmy choćby matematyczną szansę na medale. Dzieciaki trochę się posypały. Jak się okazuje, moje przewidywania o dwunastu, czy nawet czternastu niezłych drużynach – w pełni się potwierdziły. Niby wiedzieliśmy, że tym razem naprawdę łatwo nie będzie, ale jednak brak awansu do finałowej ósemki jest ciosem i jest poniżej planu minimum. Pocieszające jest to, że na tle tych, którzy walczą o medale – wciąż jesteśmy młodsi i stąd od dziś podjęliśmy wyzwanie „Projekt Mistrzostwa Europy 2019”. Tam – deklaruję to otwarcie i bez możliwości wycofania się z tych słów – Polska będzie z powrotem wśród głównych faworytów imprezy.
Inni nasi trochę w kratkę. Na pewno wielkie słowa pochwały i ukłony muszą powędrować do dziewczyn, zwłaszcza za perfekcyjny mecz z Francją! Spokojny awans do ćwierćfinałów i w nagrodę – nie zapeszając – dość wygodny rywal, czyli Turcja. Ściskamy kciuki! Juniorzy i youngstersi mecze znakomite przeplatają słabszymi, wydaje się jednak, że o formę i jednych, i drugich możemy być spokojni. Młodszej młodzieży powinno to dać medal. Starsza – na pewno będzie równorzędnym rywalem dla każdego przeciwnika w ćwierćfinale, absolutnie nie bez szans na medal.

Do jutra!

Dzień szósty

Na zdjęciach widać część "drugiej twarzy" Chin. Obok pięknych biurowców, hal, hoteli - takie "obrazki". Te akurat jakieś 100 metrów od naszego miejsca zamieszkania, w drodze na halę, gdzie się gra.
Tak brzydko jak jest na tych zdjęciach, niestety się teraz czujemy. Dwa potężne ciosy w najmniej spodziewanym i odpowiednim momencie powaliły nas na ring i wykluczyły z walki o najwyższe cele. Choć ciężko nam w to uwierzyć i poskładać myśli, pozostaje nam już tylko walka w kolejnym turnieju, tzw. "consolation", gdzie grać będą drużyny spoza finałowej czwórki. Choć łatwo nie będzie poukładać sobie w głowach, spróbujemy udowodnić sobie i innym, że rzeczywiście suma drobiazgów sprawiła, że jesteśmy za burtą głównego turnieju.
Dzień zaczęliśmy bardzo udanie. Mecz z Izraelem wprawdzie wygraliśmy niewysoko, ale w jednym z rozdań rywale mieli furę szczęścia i zminimalizowali straty. Przeciwko Chinom oprócz świetnych rozdań, przydarzyło się sporo "kalafiorów", i choć wygraliśmy pewnie i wyraźnie - pozostał duży niesmak. Mecz z Anglią - to nieprawdopodobne, że się tak zakończył. Na początku kilka naszych nietrafionych decyzji, bardzo kosztownych. Potem w konsekwencji doszły błędy. A Anglikom, nawet, gdy robili coś trudnego do wytłumaczenia, fart sprzyjał. Mecz z Chinami 1 był już grany z nożem na gardle. Rywale zagrali w zasadzie bezbłędnie i do tego szczęśliwie. To był jedyny mecz na tych mistrzostwach, w którym naprawdę byliśmy bezradni. A pewnie był to najlepszy mecz Chińczyków w tej imprezie. Pech, pech, pech! Ale wszystkie karty mieliśmy w swoich rękach we wcześniejszej fazie turnieju. Wtedy te dwa mecze nie miałyby znaczenia. A pewnie nawet ich scenariusze byłyby całkiem inne.
Jednoznacznie trudno ocenić dlaczego to akurat na nas padło (choć pożegna się za chwilę z zawodami jeszcze kilka innych naprawdę niezłych ekip). Wydaje się, że suma indywidualnych umiejętności była po naszej stronie. Jeśli więc masz dobrych zawodników, a przegrywasz... Cóż, może to my jako trenerzy czegoś nie poukładaliśmy jak trzeba?
Jedno jest pewne: aż dwie nasze pary (Kinga-Konrad, Kacper-Franek) za rok jeszcze będą młodzikami i - jestem tego pewien - w Drużynowych Mistrzostwach Europy powalczą o złote medale. Para naszych liderów - Kacper Kuflowski i Franek Kurlit mają jeszcze zapas dwóch lat, a grali tu z najlepszymi na świecie jak równy z równym. W innych dyscyplinach sportu dwa lata w kategoriach młodzieżowych to przepaść. W brydżu - niby trochę też, ale da się. Jest potencjał na kolejne lata! I miejmy nadzieję, że to był ten jeden krok w tył, po którym wykonamy dwa do przodu!

Inni nasi wciąż w grze o medale. Coraz lepiej z dnia na dzień radzą sobie juniorzy Marka Markowskiego. Już są w ścisłym czubie, a przecież start mieli nietęgi. Wygląda to naprawdę bardzo obiecująco! Reprezentacja U-21 za największego rywala ma ...siebie samych :-) Humory dopisują chłopakom, a forma ponoć ciągle nie :-) Nie chciałbym być w skórze ich rywali w play-off! Dziewczęta też spokojnym krokiem maszerują do ćwierćfinałów, a tam wszystko jest możliwe. Dziś dwukrotnie grają na faworytki - Francję i Chiny. Oby oba mecze były dobrym prognostykiem przed decydującymi potyczkami!

Do jutra!

Dzień piąty

Po bardzo udanym początku, trzeci dzień gry okazał się dość kryzysowy, zwłaszcza dla naszej ekipy młodzików, ale i youngsters i girls też zanotowały słabsze niż się można było spodziewać wyniki. Na tym tle dość solidnie zaprezentowali się juniorzy.
Dobra wiadomość jest taka, że każda z czterech polskich reprezentacji dzielnie trzyma miejsce w pierwszej ósemce, a to gwarantuje grę w ćwierćfinałach i - w konsekwencji - o medale. Sportowo wygląda, że nie powinniśmy się martwić, bo na pewno każdą z drużyn stać na podium, ale przy wyrównanym poziomie (a taki jest!) o wszystkim decydują detale.
Nasz zespół - wiedzieliśmy o tym - czekał chyba najcięższy dzień zawodów. Dość powiedzieć, że po 11 rundach wszyscy nasi rywale byli w ósemce. USA i Chiny 3 zmieniały się na prowadzeniu, Francuzi doskoczyli do 3 miejsca, a Dania po serii wysokich zwycięstw po raz pierwszy awansowała na miejsce gwarantujące dalszą walkę.
W meczu przeciwko liderowi - Chiny 3 - choć nie zagraliśmy najlepiej, wszystkie karty mieliśmy w ręku. Mogliśmy wygrać naprawdę bardzo wysoko, ale swoich szans nie wykorzystaliśmy, a na koniec popełniliśmy bardzo, bardzo kosztowny i trudny do wytłumaczenia błąd.
Do meczu z Danią siadaliśmy z wolą przełamania się. Początek był dobry, ale znów w końcówce zabrakło nam odwagi, a w konsekwencji punktów, by wygrać mecz. Niby znów niewysoko przegrywamy, ale robi się nieciekawie.
Mecz z Francją stał na bardzo wysokim poziomie, możliwe, że był to nasz najlepszy mecz na mistrzostwach. Walczyliśmy, podejmowaliśmy próby, by przechylić szalę na swoją stronę, ale troszkę zabrakło szczęścia. Minimalnie przegrywamy, ale powiało trochę optymizmem.
Wreszcie mecz na USA, które jeszcze "przed chwilą" było liderem. Długo nie idzie, przegrywamy, ale w końcówce przechylamy szalę na swoją stronę. Zwycięstwo, które bardzo cieszy, dodaje wiatru w żagle, choć mogło być naprawdę dużo, dużo bardziej okazałe. Amerykanie wydają się być dużo od nas słabsi brydżowo, ale w tabeli (jeszcze!) oglądamy ich plecy.

Wierzymy w dobrą grę wszystkich drużyn czwartego dnia! Każdy mecz będzie niezwykle ważny! Liczymy, że ta limuzyna ze zdjęcia czeka na to, by nas zabrać do ćwierćfinału!

Dzień czwarty

Jesteśmy już prawie na półmetku eliminacji (mowa o młodzikach). Za nami 8 z 17 meczów, udało się przebić na drugie miejsce!

Zaczęliśmy od nienajlepszego meczu ze Szwedami. Nie wykorzystaliśmy swoich szans i żal, że udało się wziąć tylko 6VP, a oddać aż (w tej sytuacji) - 14. Jakoś te skandynawskie drużyny nam nie do końca leżą...
Kolejny mecz - ze słabymi Indiami - wygrywamy pewnie i bez problemów w maksymalnym wymiarze 20:0. Jak się chwilę później okaże, nasi pogromcy z pierwszego meczu, Szwedzi, wygrają z tymi samymi Hindusami ledwie 13:7. Czyli umieć wziąć wszystko z outsiderów to też sztuka.
Norwegia to kolejny nasz "ulubiony" rywal. Tym razem jednak ustawiamy sobie Skandynawów, grając znakomicie w pierwszej fazie meczu. Mogą się cieszyć, że w jednym rozdaniu fart im sprzyjał, i dzięki temu przegrali tylko 9:11. Z gry zasłużyliśmy na wyższy rezultat. Pozytywny mecz!
Wreszcie na koniec Tajwan, niby średniak, ale tylko Kanadyjczycy ich zlali, resztę meczów kuzyni Chińczyków mieli bardzo wyrównanych. A z Chinami 1 wysoko wygrali! Tym bardziej więc cieszy, że rozgromiliśmy ich 20:0, co pozwoliło wskoczyć na drugie miejsce :-)

Z życia innych ekip: złe rzeczy dzieją się w ekipie dziewcząt. Po serii meczów, w których zapisywały za zwycięstwa około 12 VP, przyszedł mecz na Chile, w którym mocno nadwerężyły średnią, zdobywając blisko 18 VP. Oby nie był to zły omen :D. A tak na poważnie - świetna atmosfera i, co za tym idzie, znakomite wyniki uzyskiwane w dotychczasowych meczach, każą w tej ekipie widzieć jednego z aspirantów do medali! Póki co zajmują 2 miejsce!

Również 2 miejsce zajmują nasi Youngsters, ustępując póki co tylko Izraelczykom. A członkowie ekipy i wszyscy wokół widzą i wiedzą, że wcale jeszcze nie grają swojego najlepszego brydża! Potwierdza się zatem, że ten team musi walczyć o najwyższe cele! Oby!

Juniorzy U-26 przebili się do ósemki, wygląda, że gra się ustabilizowała i jeśli wszystko będzie nadal szło jak trzeba, awans do ćwierćfinałów powinien być niezagrożony. A dalej w tych mistrzostwach wszystko zależeć będzie od dyspozycji dnia, bo - podobnie jak u młodzików - w starszych kategoriach też jest niezwykle równy poziom.

Do jutra!

Dzień trzeci

Ho, ho, ho! Trafiliśmy zupełnie niespodziewanie (i bez udzielenia praw autorskich ;-)) na główną stronę PZBS. Znaczy to, że pasuje też coś pisać o brydżu, a nie tylko o jedzeniu i zwyczajach kierowców ;-). No i o innych niż tylko U-16 drużynach, bo są tu takie, choć bez udziału zawodników z Gminy Skawina.
Świetnie zaczęli, zgodnie z planem i przewidywaniami gracze kadry U-21, którym szczęście sprzyja zwłaszcza w strefie szlemowej. Po prostu chłopcy świetnie wiedzą kiedy zagrać niechodzącego szlemika/szlema, by zapisać plusy :-)
Dziewczęta U-26, napędzane wierszykami autorstwa Piotrka Dybicza grają na solidne 12/20. Póki co o ich sile przekonały się: Tajlandia, Węgry i Pauza.
Nieco tylko słabiej U-26, którzy - jeśli tylko selekcjoner po szanghajskim rekonesansie wydobrzeje, na pewno odrobią straty z meczów z Australią i Chinami. Zresztą - przez wzgląd na strefę czasową - te dwa mecze nie mogły być wygrane. Rywale byli naturalnie zaaklimatyzowani.
Na koniec najmłodsi i do tego "właśni" U-16. Trzy zwycięstwa w czterech meczach to wynik dobry. Zwłaszcza, że pokonane przez nas Turcja i Niemcy są w czołówce. Szkoda przegranej z Grecją; jakoś oni nam nie leżą, choć - uczciwie trzeba powiedzieć - zrobiliśmy dużo, by nie osiągnąć dobrego wyniku. Przed mistrzostwami szacowałem, że poziom będzie piekielnie wyrównany, i że w walce o medale uczestniczyć będzie nawet do 10 drużyn! Teraz zmieniam zdanie, medalowe szanse ma nawet 14 zespołów. W tym prowadząca Kanada, której ze słowem "faworyt" do tej pory nie łączyłem. Całe szczęście, że gramy z nimi na koniec eliminacji, może ich pociąg wtedy już będzie miał wciśnięte hamulce :-)
TRZYMAĆ KCIUKI!

Dzień drugi

Drugi dzień po przylocie – niewiele się zmieniło. No, może jedzenie było tym razem bardziej chińskie, co znalazło swoich zwolenników (mniej) i przeciwników (większość, w tym ja). Może gdyby to było „chińskie” znane z polskich chińskich knajp… Dość jednak narzekania, bo nastroje wciąż dobre! A że klimatyzacja działa bez zarzutu, aklimatyzacja przebiegała bez zakłóceń i w (s)pokoju hotelowym. Propozycja małej wycieczki napotkała na stanowcze weto ze strony drużyny, ku uldze selekcjonerów.


Wieczorem odbyła się ceremonia otwarcia mistrzostw, w pięknych wnętrzach, ze wspaniałym poczęstunkiem, choć sama oprawa to przede wszystkim slajdy i przemówienia oficjeli. Z jednej strony bardzo dobrze, bo było krócej. Z drugiej – spodziewać się można było po Chińczykach większych fajerwerków, choć i tak było bardziej okazale niż na ceremoniach otwarcia w poprzednich latach.
Jedyna niewielka uciążliwość związana z mistrzostwami wynika z rozproszenia miejsc. Kwaterunek jest w kilku hotelach, choć z pewnością w dowolnym z nich zmieściliby się wszyscy uczestnicy mistrzostw. Do sali gry zaaranżowanej w sporej hali sportowej jest na szczęście bardzo blisko, a idąc przez pobliski supermarket można pokonać część drogi w klimie ;-) Ceremonia otwarcia mistrzostw też była gdzie indziej, no i pierwsze posiłki jedliśmy również gdzie indziej (i tu rozwiązuje się tajemnica zmiany jakościowej dla tego parametru, niestety na minus). Chińczycy w swej uprzejmości wszędzie chcą nas wozić autokarem! Dość powiedzieć, że droga na salę gry zajmuje około 5 minut, a na pierwszy rekonesans celem rejestracji do zawodów – wieziono nas. Gdyby nie fakt, że na zebranie się kompletu pasażerów czekaliśmy 20 minut, można byłoby przejść nad tym do porządku dziennego :-)
Dziś pierwsze mecze, zaczynamy na Turków, którzy dotarli do hotelu w przeddzień mistrzostw po godz. 21 czasu lokalnego. Zobaczymy czy odczują trudy podróży, choć żal, że nie gramy z nimi meczu nr 4 zamiast meczu nr 1, kiedy jeszcze adrenalina będzie ich podtrzymywać przy życiu.

Trzymajcie kciuki za formę naszych podopiecznych, i za to, by w kolejne dni udało mi się w krótszym czasie publikować materiały na FB (wczoraj trwało to …1,5 godziny!). Niestety, flagowe produkty imperialistycznej Ameryki – w Chinach są w głębokim poważaniu. Trudno również jakąkolwiek pocztę załadować, o założeniu nowego konta nie wspominając. Chyba czas się przerzucić na chińskie zamienniki :-) Na razie sprawdziliśmy WeChat – chiński Messenger. Działa, że hej!

ps. jesteśmy po pierwszym meczu z Turcją (niewysoko, ale wygrywamy!)

Dzień pierwszy

Podróż minęła całkiem nieźle, choć drugi lot (w pierwszej części lecieliśmy z Warszawy do Dubaju) był już trochę męczący – do Szanghaju dotarliśmy wprawdzie około 15:30 lokalnego czasu, ale już same formalności na lotnisku zajęły blisko 1,5 godziny. Potem bardzo uprzejma chińska młodzież, czekająca na naszą ekipę, zorganizowała transport do hotelu, jak się okazało trwało to ponad 2 godziny. Nie zdążyliśmy nawet się zakwaterować, a już zostaliśmy zaproszeni na kolację. Był duży wybór, a oprócz chińskich specjałów, można było spróbować kuchni świata, a także sporo jedzenia zbliżonego do europejskiego. Ciekawostka: od naszego wejścia do autokaru, po wizytę na kolacji – cały czas śledziły nas obiektywy aparatów i kamer chińskich filmowców. Po co? I jeszcze jedna ciekawa obserwacja – po 19 zaczęło robić się ciemno! Choć temperatura wciąż sięgała 30 st. C.
Jetlag. Chyba udało nam się poradzić z trudami podróży. Przed 23 wszyscy głęboko spaliśmy i z trudem wstaliśmy na lunch, lekko tylko się spóźniając (byliśmy parę minut po 13). W każdym razie po nikim z ekipy młodzików nie było widać specjalnych kłopotów z powodu zmiany czasu. Kolejnym krokiem dnia była próba wymiany waluty. Okazało się, że – choć przewodniki i blogi podróżnicze mówią o łatwości wymiany euro czy dolarów w niemal każdym hotelu i banku – wcale nie było to aż takie proste. W hotelach takiej opcji nie było wcale. W banku odesłano nas do kolejnego, na szczęście tylko …5 metrów dalej. Ale z kolejnego do następnego, i jeszcze do następnego. W końcu trafiliśmy do Wujiang Rural Commercial Bank, wzbudzając niejaką sensację, ale zostaliśmy otoczeni bardzo troskliwą opieką i walutę (dla całej grupy) zamieniliśmy.
Chwilę potem – trzymając juany w garści – zabezpieczyliśmy się w podstawowe leki na ewentualne problemy gastryczne – kupiliśmy …12-pak pepsi o pojemności 0,33 l na głowę (średnio około złotówki za buteleczkę). Market znajduje się tuż 50 metrów od naszego hotelu, można kupić w nim wszystko, od pepsi i wody mineralnej, bo naprawdę bardzo szeroki asortyment rowerów i skuterów.
W nawiązaniu do ciekawostki z pierwszego akapitu: w piątym kanale chińskiej telewizji trafiliśmy dziś na reportaż o mistrzostwach, które – przypomnę – jeszcze się nawet nie zaczęły. Australijczycy, których kwaterowano tuż obok nas, w telewizji się uśmiechali, maszerując z walizkami do hotelu. Całkiem możliwe, że dzień wcześniej przegapiliśmy telewizyjną relację ze swojego przyjazdu do Wujiang :-)
Na koniec wieczorna wędrówka po Wujiang, z której fotorelację znajdziecie już niebawem na Facebook’u Gminy Skawina. Tam również anegdotka z pierwszego dnia pobytu.

Poprawiony (piątek, 17 sierpnia 2018 12:31)